5 cze 2011
12 mar 2011
Nowy Post
Zaczął się Post. Zaczęła się wiosna. I przechodzimy do drugiego etapu remontu. Znów na chwilę trzeba się będzie wyprowadzić z mieszkania. Tym razem w kierunku północnym ;)
A potem może wreszcie uda się zorganizować jakąś parapetówkę :D
A potem może wreszcie uda się zorganizować jakąś parapetówkę :D
31 gru 2010
na progu
Ten mijający był dziwny. Bogaty w wydarzenia. Różne. Intensywny i niosący za sobą zmiany i przedsmak kolejnych zmian. Jaki będzie ten następny - to przecież zależy od nas. Życzę nam wszystkim, byśmy uczynili go pięknym. By zmiany szły w dobrym kierunku, byśmy nie wierzyli lękom. Nie wróżyli czarno. Zaufali własnym pragnieniom i tęsknotom. Do siego!
19 gru 2010
pływanie
Dorosłam do tego, by pływać bez asekuracji. Decyzję podjęłam sama bez pytania o pozwolenie. To było ważne: pytanie o pozwolenie wszystko by popsuło.
No i pływam. I świetnie mi idzie. Mam wszystko, czego mi trzeba.
Przede wszystkim mam siebie i jestem dla siebie najlepszym przyjacielem i najlepszym wsparciem. To bardzo przyjemne uczucie. No i niesamowicie wprost się żyje, gdy się pozbędzie lęków. Wszystkim, którzy mi kibicowali, bardzo dziękuję. Zwłaszcza mojemu najwierniejszemu Kibicowi - Tacie.
No i pływam. I świetnie mi idzie. Mam wszystko, czego mi trzeba.
Przede wszystkim mam siebie i jestem dla siebie najlepszym przyjacielem i najlepszym wsparciem. To bardzo przyjemne uczucie. No i niesamowicie wprost się żyje, gdy się pozbędzie lęków. Wszystkim, którzy mi kibicowali, bardzo dziękuję. Zwłaszcza mojemu najwierniejszemu Kibicowi - Tacie.
29 lis 2010
nie wychodzi
Bo ten blog był do płakania, a potem do mądrych rozmyślań i siłowania się ze światem, Bogiem, sobą samą.
Nie był przewidziany do błogostanu, radości i ogłaszania wszem i wobec, że jest dobrze.
Dlatego, gdy jest dobrze, mile i czuło, to nie wychodzi.
Pisanie nie wychodzi.
To i nie piszę.
Nie był przewidziany do błogostanu, radości i ogłaszania wszem i wobec, że jest dobrze.
Dlatego, gdy jest dobrze, mile i czuło, to nie wychodzi.
Pisanie nie wychodzi.
To i nie piszę.
2 lis 2010
2.11
cmentarne listopadanie
zaduma w czasie przeszłym i przyszłym
oni wczoraj
my jutro
przekroczymy tę bramę
po raz ostatni
by zostać już
w tym miejscu
i w jednodniowej pamięci płomyka
zaduma w czasie przeszłym i przyszłym
oni wczoraj
my jutro
przekroczymy tę bramę
po raz ostatni
by zostać już
w tym miejscu
i w jednodniowej pamięci płomyka
22 paź 2010
20 paź 2010
19 paź 2010
wielogłos bez harmonii
Co i raz myślę: "nic już mnie nie zdziwi". A potem nadchodzi nowe coś i dziwi. Wydarzenia ostatnich miesięcy i płynący z ambon wielogłos na ich temat to też rodzaj takiego "nowego czegoś". Miało już nie dziwić, a dziwi. Dziś ojciec Tomasz Dostatni OP w wywiadzie dla GW stwierdza, że Kościół nie może mówić głosem wykluczenia i anatemy. To jakaś rewolucyjna nowość, bo anatemę właśnie Kościół wymyślił.
14 paź 2010
lęk przed szczęściem
Mając wszystko, by czuć się szczęśliwa, nie daję sobie do tego prawa. Pod pretekstem, że jutro może być inaczej. Tylko że w ten sposób nigdy szczęścia nie zaznam, bo jutro zawsze będzie niepewne. Leży to w naturze jutra. Czy szczęście miałoby zależeć od złudnego, fałszywego poczucia pewności jutra? Oznaczałoby to, że tylko głupcom wolno czuć się szczęśliwymi. Mam nadzieję, że rozwiązanie leży w "hic et nunc". Dziś, teraz jest pięknie i dobrze. Szkoda marnować tego czasu na obawy o jutro. To rozsądna konkluzja, ale co zrobić z irracjonalnym lękiem, który mówi, że im bardziej dziś się poczuję szczęśliwa, tym boleśniejsze będzie przebudzenie jutro? Może powinnam przestać bać się bólu. W końcu to też życie. Przecież nie jestem w stanie - nikt nie jest w stanie - zrobić nic, by zapewnić mi bezbolesną przyszłość. Żadne gwarancje dane dziś nie uchronią mnie przed jutrzejszym cierpieniem. To, że dziś zabronię sobie szczęścia, również mnie przed nim nie uchroni. Chyba dokładnie wręcz przeciwnie.
Kto by pomyślał, że trzeba się uczyć, jak być szczęśliwym. Że można mieć przed tym takie opory. Że to wcale nie przychodzi ot tak. Czy przypadkiem nie na tym polegał Upadek Człowieka? Że zgubiliśmy umiejętność szczęśliwości?
Kto by pomyślał, że trzeba się uczyć, jak być szczęśliwym. Że można mieć przed tym takie opory. Że to wcale nie przychodzi ot tak. Czy przypadkiem nie na tym polegał Upadek Człowieka? Że zgubiliśmy umiejętność szczęśliwości?
9 paź 2010
do Taty
Znów ktoś Ciebie nie lubi. Bo jesteś okrutny: dajesz, co wymodlone, a potem zabierasz. Pamiętam czas, gdy tak o Tobie myślałam.
Długi czas.
Przez wiele, wiele lat byłeś dla mnie Bogiem-faszystą. Doktorem Mengele robiącym eksperymenty na ludziach.
Dziś już w Ciebie takiego nie wierzę. Takiego Ciebie nie chcę znać. Jeśli przebywanie przez wieczność z takim Bogiem miałoby być niebem, to ja nie chcę tam iść.
Lęk, że możesz się jednak takim właśnie okazać, czasem się we mnie jeszcze odzywa. Że ukarzesz i potępisz. Na szczęście odzywa się coraz rzadziej i ciszej.
Nie chcę słuchać tego lęku. Zbyt długo grał on rolę mojego sumienia.
Niedawno odnalazłam zaginioną zdolność cieszenia się. Dziś nie będę zatruwała sobie radości obawami przed Tobą. Dałeś mi życie do wykuwania. Wykuję je najlepiej jak potrafię. Kochając i robiąc, co chcę. To ja mam je wykuć. Czas dorosnąć i przestać wyręczać się w tym Tobą.
Wiem, że nie zawsze będzie z górki. Ale nie dlatego, że to Ty rzucasz kłody pod nogi i karzesz za grzechy moje i cudze. Błądzenie też ma głęboki sens. Nie będę żałowała.
Długi czas.
Przez wiele, wiele lat byłeś dla mnie Bogiem-faszystą. Doktorem Mengele robiącym eksperymenty na ludziach.
Dziś już w Ciebie takiego nie wierzę. Takiego Ciebie nie chcę znać. Jeśli przebywanie przez wieczność z takim Bogiem miałoby być niebem, to ja nie chcę tam iść.
Lęk, że możesz się jednak takim właśnie okazać, czasem się we mnie jeszcze odzywa. Że ukarzesz i potępisz. Na szczęście odzywa się coraz rzadziej i ciszej.
Nie chcę słuchać tego lęku. Zbyt długo grał on rolę mojego sumienia.
Niedawno odnalazłam zaginioną zdolność cieszenia się. Dziś nie będę zatruwała sobie radości obawami przed Tobą. Dałeś mi życie do wykuwania. Wykuję je najlepiej jak potrafię. Kochając i robiąc, co chcę. To ja mam je wykuć. Czas dorosnąć i przestać wyręczać się w tym Tobą.
Wiem, że nie zawsze będzie z górki. Ale nie dlatego, że to Ty rzucasz kłody pod nogi i karzesz za grzechy moje i cudze. Błądzenie też ma głęboki sens. Nie będę żałowała.
8 paź 2010
29 wrz 2010
siurpryza
Myślałaś, że znasz Miasto?
No to już wiesz, że nie znasz.
Miasto jest zupełnie nieprzewidywalne.
Ulice przemieszczają się, gdy się po nich chodzi.
Czas znów płata figle i cofa Cię do lat licealnych,
Tak że jesteś młodsza nawet niż dwa lata temu.
Miastu nie można ufać...
Chociaż może właśnie raczej należy?
No to już wiesz, że nie znasz.
Miasto jest zupełnie nieprzewidywalne.
Ulice przemieszczają się, gdy się po nich chodzi.
Czas znów płata figle i cofa Cię do lat licealnych,
Tak że jesteś młodsza nawet niż dwa lata temu.
Miastu nie można ufać...
Chociaż może właśnie raczej należy?
18 wrz 2010
in the box - oczyma kota
Ciepło tu w pudełku i nawet przytulnie. Jest akurat takie, żeby zwinąć się w kłębek i mruczeć, trawiąc dopiero co zjedzoną mysz. Strzygę uchem, gdy słyszę, jak człowiek, który mieni się moim panem, głośno rozważa, czy jeszcze żyję. Twierdzi nawet, że obecnie jestem jednocześnie żywy i martwy. Zawsze był dziwakiem. Ale niech się męczy. Jego problem. Ja wiem swoje: teraz jestem zupełnie żywy i całkiem zadowolony. Jeśli potrzyma mnie tu dłużej, nie będę już taki zadowolony, a wtedy boleśnie się przekona, jak żywy może być rozgniewany kot. Jeśli jednak potrzyma mnie zbyt długo, to znajdzie w pudełku jedynie moje truchło. Mnie tam rybka: i tak mam siedem żyć. Ale temu Schroedingerowi będzie łyso, że stracił takiego kota jak ja przez jakiś głupi eksperyment.
14 wrz 2010
Miasto
Jadę do Miasta! Już się nie mogę doczekać.
Co prawda lubię to moje "Tomi" - Warszawę, no i nie jestem księciem poetów, tylko zwykłą barbarzynką. Ale nie znam cudowniejszego miejsca niż Miasto. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazje pomieszkać tam dłużej. Tymczasem jeszcze pięć dni i trochę...
Salue Vrbs!
Co prawda lubię to moje "Tomi" - Warszawę, no i nie jestem księciem poetów, tylko zwykłą barbarzynką. Ale nie znam cudowniejszego miejsca niż Miasto. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazje pomieszkać tam dłużej. Tymczasem jeszcze pięć dni i trochę...
Salue Vrbs!
7 wrz 2010
za kolejnym wodospadem
Na kamieniach zostały płynące z mą falą zmurszałe pnie, czyjś zgubiony kalosz, sterty zeszłorocznych liści i szlam. Dużo szlamu.
Przed spadaniem trochę się denerwowałam. Ale tylko trochę bo już to znam.
A teraz fala płynie czysta. Przez nowe krajobrazy, nowe gleby, gdzie szlamu będzie mniej.
Czuję się uwolniona od złych balastów.
Słyszę Bożą zachętę do wędrowania własną ścieżką.
On wie, że wędruję do Niego, że do Niego tęsknię i naprawdę na Nim mi zależy.
Na pewno będzie na mnie czekał. Ma przecież całą wieczność.
A ja się nie boję. Nazwijcie to pychą, ale wiem, że trafię, gdy idę na spotkanie z Nim.
Przed spadaniem trochę się denerwowałam. Ale tylko trochę bo już to znam.
A teraz fala płynie czysta. Przez nowe krajobrazy, nowe gleby, gdzie szlamu będzie mniej.
Czuję się uwolniona od złych balastów.
Słyszę Bożą zachętę do wędrowania własną ścieżką.
On wie, że wędruję do Niego, że do Niego tęsknię i naprawdę na Nim mi zależy.
Na pewno będzie na mnie czekał. Ma przecież całą wieczność.
A ja się nie boję. Nazwijcie to pychą, ale wiem, że trafię, gdy idę na spotkanie z Nim.
2 wrz 2010
Mania i Frania
Manię facet leje.
Ale Mani to nie przeszkadza.
Ona to lubi.
I nigdy nie narzeka.
Leje - znaczy kocha.
Ot, patologia...
Franię też leje.
Ale ona tego nie lubi.
Zawsze potem płacze.
Ale krótko.
"To było niechcący,
akurat komar mi usiadł na policzku.
On jest cudowny" - mówi.
To też patologia, czy jest jakaś inna nazwa tej jednostki chorobowej?
Ale Mani to nie przeszkadza.
Ona to lubi.
I nigdy nie narzeka.
Leje - znaczy kocha.
Ot, patologia...
Franię też leje.
Ale ona tego nie lubi.
Zawsze potem płacze.
Ale krótko.
"To było niechcący,
akurat komar mi usiadł na policzku.
On jest cudowny" - mówi.
To też patologia, czy jest jakaś inna nazwa tej jednostki chorobowej?
31 sie 2010
znaleziona
Mi przyszła sama.
Ona tak ma. Czasem musi gdzieś sobie powędrować.
Ale wraca. Bo ona to ja.
I jest mi z sobą dobrze.
Chyba wręcz zaryzykowałabym stwierdzenie, że czuję się...
... szczęśliwa!
Cóż za odkrycie!
Choć rzeczywistość mogłaby być bardziej różowa...
Ale szczęście czerpię nie tyle z tego, co mnie spotyka, ile z tego, jak potrafię to przeżyć, co potrafię z tym zrobić.
Normalnie niepewność powinna doskwierać i niepokoić. A jakoś nie doskwiera, nie niepokoi. Co ma być, to będzie. Życie może jest bez sensu, ale jest cudowne.
A ja na cudowności zasługuję.
Ona tak ma. Czasem musi gdzieś sobie powędrować.
Ale wraca. Bo ona to ja.
I jest mi z sobą dobrze.
Chyba wręcz zaryzykowałabym stwierdzenie, że czuję się...
... szczęśliwa!
Cóż za odkrycie!
Choć rzeczywistość mogłaby być bardziej różowa...
Ale szczęście czerpię nie tyle z tego, co mnie spotyka, ile z tego, jak potrafię to przeżyć, co potrafię z tym zrobić.
Normalnie niepewność powinna doskwierać i niepokoić. A jakoś nie doskwiera, nie niepokoi. Co ma być, to będzie. Życie może jest bez sensu, ale jest cudowne.
A ja na cudowności zasługuję.
28 sie 2010
zgubiona
gdzie?
powinna tu być, a nie ma...
gdzie się zapodziała ta Mi?
taka zupełnie mała dzisiaj
jak igła w stogu siana
no, gdzie???
powinna tu być, a nie ma...
gdzie się zapodziała ta Mi?
taka zupełnie mała dzisiaj
jak igła w stogu siana
no, gdzie???
Subskrybuj:
Posty (Atom)